„Nie dla małżeństwa, tak dla praw indywidualnych” – podkreśla abp Vincenzo Paglia w odniesieniu od związków homoseksualnych. Chodzi o rozróżnienie między prawną instytucjonalizacją związków partnerskich, zwłaszcza homoseksualnych, a prawami osób pozostających w takich relacjach.

Nie milkną głosy wiążące decyzję Benedykta XVI o rezygnacji z wypowiedzią przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Rodziny, która ma jakoby stanowić przełom w podejściu Kościoła do związków partnerskich.

W „Gazecie Wyborczej” Jarosław Mikołajewski zastanawia się nawet, czy abp Vincenzo Paglia był zainspirowany przez kardynałów krytycznych wobec pontyfikatu, czy też przez samego papieża. Tak czy owak – albo spisek, albo rewolucja w powietrzu.

Przejrzałem więc prawie wszystko, co dostępne w internecie na ten temat – wypowiedź oryginalną sprzed tygodnia, komentarze medialne, kolejne wywiady abp. Paglii – i mogę odpowiedzialnie stwierdzić, że przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny powiedział w istocie pięć rzeczy:
1. Małżeństwem można nazwać tylko trwały i wyłączny związek kobiety i mężczyzny. Nie jest to przekonanie religijne, lecz naturalny porządek rzeczy, wynikający także z prawa rzymskiego (przedchrześcijańskiego).
2. Są dziś różne formy życia wspólnego, które nie stanowią rodziny. Nie mogą one być fundamentem stanowienia prawa. Byłby to chory egalitaryzm grożący nową wieżą Babel.
3. Homoseksualizm nie powinien być przez prawo uznawany za przestępstwo. Jest to dyskryminacja, z którą należy walczyć.
4. Osoby o skłonnościach homoseksualnych mają taką samą godność jak wszyscy ludzie, należy więc traktować je – jak nakazuje Katechizm Kościoła katolickiego – z szacunkiem, współczuciem i delikatnością.
5. Dla osób pozostających w związkach nieformalnych prawo państwowe może znaleźć rozwiązania praktycznych problemów na płaszczyźnie prawa indywidualnego.

W odniesieniu do par homoseksualnych najkrócej przesłanie to ujmuje niedzielny wywiad dla „Corriere della Sera”: „Nie dla małżeństwa, tak dla praw indywidualnych”. Wyraźnie chodziło zatem arcybiskupowi o rozróżnienie między prawną instytucjonalizacją związków partnerskich, zwłaszcza związków homoseksualnych, a prawami osób pozostających w takich relacjach. Każdy bowiem osobiście może przekazać swój majątek komu zechce albo upoważnić do otrzymywania informacji w szpitalu kogo zechce – Kościół ani nie jest, ani nie może być temu przeciwny. Innymi słowy – chodzi o znane w nauczaniu Kościoła rozróżnienie pomiędzy „prywatnym” a „publicznym” charakterem homoseksualizmu; pomiędzy uznaniem konsekwencji, że takie związki faktycznie istnieją, a ich prawną formalizacją na wzór małżeństwa.

Stawiać znak równości między uznaniem praw osób a instytucjonalizacją związków homoseksualnych to – przenosząc na polski grunt – tak jakby twierdzić, że nowy projekt konserwatystów z PO dążący do uregulowania kwestii wspólnego pożycia niczym istotnym nie różni się od odrzuconych przez sejm lewicowych projektów ustaw o związkach partnerskich.

Skąd zatem całe zamieszanie? Są trzy możliwe wyjaśnienia: 1. w którejś swobodnej rozmowie z dziennikarzem Paglia nie rozróżnił precyzyjnie praw osób od prawnego uznania związków homoseksualnych, 2. arcybiskup został źle zrozumiany przez dziennikarza, 3. świadomie przekręcono jego wypowiedź (tę wersję przedstawia sam Paglia, porównując niektóre interpretacje jego słów do pociągu wypadającego z torów).

Ciekawe, że „Gazeta Wyborcza” najpierw właściwie zrozumiała przesłanie włoskiego arcybiskupa. W wydaniu poniedziałkowym „GW” Tomasz Bielecki nie czynił z tej wypowiedzi sensacji, zrozumiał bowiem, że – wbrew depeszom niektórych agencji – nie jest to żadne wezwanie do uznania związków homoseksualnych, lecz do wzmocnienia „indywidualnych praw osób”. Dopiero dziś pojawia się inna interpretacja.

A ja myślę: ani spisek, ani rewolucja. Po prostu ortodoksja.