Nie twórzmy nowej prawnej instytucji (rejestrowane związki partnerskie), lecz doprecyzujmy ustawowo, czym jest i do czego upoważnia wspólne pożycie. Innymi słowy, potrzebna jest koalicja zdrowego rozsądku.

Czy w sprawie związków partnerskich da się znaleźć jakiś wspólny grunt i rozwiązanie akceptowalne dla różnych stron? Wzywa do tego prezydent Bronisław Komorowski, podkreślając, że większość społeczeństwa oczekuje w tym zakresie nie ideologicznego sporu, tylko kompromisu i rozwiązania konkretnych problemów. Prezydent proponuje rozwiązanie kompromisowe: nie tworzyć nowej ustawy, potencjalnie sprzecznej z konstytucją, lecz znowelizować przepisy istniejące.

Rozumiem to tak: nie twórzmy nowej prawnej instytucji (rejestrowane związki partnerskie), lecz doprecyzujmy ustawowo, czym jest i do czego upoważnia wspólne pożycie. Innymi słowy, potrzebna jest koalicja zdrowego rozsądku. Poniżej – najkrócej jak można – przedstawiam rozumowanie, wokół którego, jak sądzę, można taką koalicję zbudować i w parlamencie, i w społeczeństwie.

Osoby pozostające trwale w związkach nieformalnych nie powinny spotykać się z barierami utrudniającymi im codzienne życie. Wystarczy w tym celu jednoznaczne zdefiniować znaną w prawie formułę wspólnego pożycia

1. W projektach ustaw chodziło nie o legalizację związków nieformalnych, lecz o ich instytucjonalizację. Konkubinaty – niezależnie od płci partnerów – od dawna bowiem nie są w Polsce nielegalne. Nikt ich nie ściga, a osobom żyjącym w takich związkach państwo pod kołdrę nie zagląda.

2. Nie chodziło także o uznanie bądź odrzucenie czyjegoś prawa do szczęścia. Szczęścia nie da się przecież zagwarantować ustawami. System prawny zresztą dość często w imię dobra wspólnego uznaje za niedopuszczalne pewne zachowania, choć niektórym jednostkom mogą one dawać subiektywne uczucie szczęścia.

3. Spór dotyczył tego, czy należy tworzyć nową prawnie zdefiniowaną instytucję społeczną z ustawowo określonymi prawami, obowiązkami i przywilejami (wzorowanymi na instytucji małżeństwa), a zwłaszcza, czy związki partnerskie mają się stać de facto nową formą stanu cywilnego (obok stanu wolnego i małżeństwa).

4. Na decyzje Sejmu nie może wpływać sytuacja prawna w innych krajach. Polska konstytucja świadomie bowiem reguluje kwestie małżeństwa w sposób nietypowy. Zazwyczaj współczesne konstytucje lokują tę tematykę w części dotyczącej praw i wolności jednostki. Tymczasem polska ustawa zasadnicza umieściła małżeństwo w rozdziale o charakterze ustrojowym, czyli nadrzędnym (a przecież parlament był wtedy zdominowany przez SLD). Jak podkreśla prof. Lech Garlicki, jest to istotny element aksjologii konstytucyjnej.

5. Artykuł 18 polskiej Konstytucji definiuje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny oraz wyznacza państwu obowiązek jego ochrony i opieki. Z tego względu należy być bardzo ostrożnym przy nowelizacji prawnego statusu konkubinatów, zarówno męsko-damskich, jak i jednopłciowych.

6. Do istoty konkubinatu między kobietą a mężczyzną należy nieformalny charakter ich związku. Nieformalność jest tu świadomym wyborem, często uważanym przez samych partnerów za zaletę. Jeśli zechcą oni sformalizować swoją relację – mogą zawrzeć małżeństwo. Rejestracja związku partnerskiego w urzędzie stanu cywilnego byłaby tylko inną formą rezygnacji z nieformalności. Nie widać tu zatem istotnej potrzeby wprowadzania nowej instytucji prawnej.

Do istoty konkubinatu należy nieformalny charakter związku. Nieformalność jest tu świadomym wyborem, często uważanym za zaletę

7. Między prawnikami istnieje spór o interpretację artykułu 18, wynikający z różnego rozumienia relacji między ustrojowym a wolnościowym rozdziałem konstytucji. Zastrzeżenia są jednak na tyle poważne (a wyrażają je autorytety tej miary, co urzędujący I prezes Sądu Najwyższego, były prezes Trybunału Konstytucyjnego i były rzecznik praw obywatelskich), że karygodną lekkomyślnością byłoby przyjmowanie przez Sejm rozwiązań, które mogą być uznane za niekonstytucyjne.

8. Prawnicy są natomiast zgodni, że osoby pozostające trwale w nieformalnym wspólnym pożyciu nie powinny spotykać się z barierami utrudniającymi im codzienne życie. Co prawda, również w obecnym stanie prawnym mogą one korzystać z wielu uprawnień – spełniają bowiem prawne kryteria osoby bliskiej (np. co do uchylania tajemnicy lekarskiej czy odmowy składania zeznań). Słuszne jednak wydaje się uporządkowanie tych kwestii za pomocą nowej kompleksowej regulacji prawnej, najlepiej poprzez jednoznaczne zdefiniowanie znanej w prawie formuły wspólnego pożycia. Dla uproszczenia procedur można wprowadzić oświadczenie o pozostawaniu we wspólnym pożyciu składane pod rygorem odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania.

9. Taka regulacja mogłaby objąć różne kategorie osób pozostających trwale w stanie wspólnego pożycia – niezależnie od ich płci i łączących je relacji. Może to być konkubinat damsko-męski czy jednopłciowy, jak również wspólne zamieszkiwanie dwóch osób. Dla państwa nie jest bowiem istotny seksualny aspekt ich relacji. Ważne, że są to osoby połączone więziami emocjonalnymi, prowadzące wspólne gospodarstwo domowe, a tym samym sobie wzajemnie najbliższe.

10. Ustawowa regulacja wspólnego pożycia mogłaby również doprowadzić do zlikwidowania nieuzasadnionych przywilejów, jakie mają osoby żyjące w związkach nieformalnych. Nie dotyczą ich na przykład przepisy zapobiegające nepotyzmowi w instytucjach publicznych. Skoro małżonkowie radnych słusznie objęci są zakazem zasiadania we władzach spółek z udziałem gminnych osób prawnych, zakaz ten powinien objąć także osoby pozostające z radnymi we wspólnym pożyciu.

Jeżeli naprawdę chodzi o rozwiązanie konkretnych problemów, nie zaś o walkę ideologiczną na zasadzie „kto kogo” lub forsowanie rewolucji obyczajowej – budujmy koalicję zdrowego rozsądku.

Artykuł opublikowany w „Gazecie Wyborczej 5 lutego 2013 r.