Czytam tekst autorstwa bp. Karola Wojtyły z roku 1959. Jest to odpowiedź na pytanie o tematy soborowe nadesłane do Komisji Przedprzygotowawczej. Lektura arcyciekawa. Z wielu tematów, które się tam pojawiają, jeden zainteresował mnie szczególnie: kwestia formacji kleryków i księży. Tekst znamienny, bo mówiący o kluczowym dla soboru zagadnieniu, jakim jest relacja Kościoła do świata.

Bp Wojtyła pisze: „[…] wydaje się konieczne, aby umożliwić duchownym łatwiejszy kontakt z wieloma wydarzeniami i zjawiskami życia codziennego, również tego świeckiego, na przykład gdy chodzi o kulturę intelektualną, artystyczną i być może także fizyczną (sport, alpinizm i tym podobne). Należy jednak przy tym uważać, aby w żaden sposób nie chodziło tutaj o jakiś »sekularyzm«, lecz o afirmację tego wszystkiego, co na afirmację zasługuje, choćby nie posiadało cech religijnych i sakralnych. […] W Kodeksie Prawa Kanonicznego znajdują się pewne normy, które mówią o stroju duchownym bądź o nieuczestniczeniu w publicznych widowiskach i tym podobne. Z pewnością są one bardzo dobre. Czy mimo to nie należy uwydatnić kontaktu z tymi zjawiskami życia ludzkiego, które mogą wiele wnosić do duszpasterskiej troski? Same zakazy łatwo mogłyby sugerować to, co wyżej zostało określone jako »separatyzm«”. Mówiąc inaczej – trzeba się z tym światem oswajać, to znaczy – czynić swoim.

Ta wypowiedź zdążyła już przeżyć swój złoty jubileusz, nic nie tracąc na aktualności. Problem formacji seminarzystów, a potem i księży wciąż pozostaje ten sam: jak znaleźć właściwą miarę bycia w świecie i poza światem jednocześnie. Dwie skrajności, o których mówił Wojtyła, to „sekularyzm” i „separatyzm”. Pierwsza objawia się czasami w usilnym udowadnianiu otoczeniu, że w żaden sposób nie jest się „innym”. A przecież w jakimś sensie innym się jest. I nie chodzi o żadną inność, która miałaby być waloryzowana, sugerująca, że ten inny, bo „wyświęcony” to z automatu ktoś o „wyższej doskonałości”. Chodzi o inność wynikającą z sakramentalnego charakteru. Ona jest. I nie ma się, co jej wstydzić. Nie ma się też z czym obnosić. Przecież z chrztem jest podobnie: ani nie należy go ukrywać ani czuć się dzięki niemu lepszym. Przede wszystkim trzeba starać się zgodnie z nim żyć. Z kapłaństwem jest podobnie.

Druga skrajność to „separatyzm” przejawiający się w przekonaniu o wyjątkowości, o szczególnym wybraństwie, „skoku ontologicznym”, który domaga się bez mała porzucenia człowieczeństwa. Wojtyła pisze o tym w innym miejscu, gdy wspomina o konieczności unikania różnych form „protekcjonalizmu” lub form „patriarchalnych”, a także „jakiejkolwiek separacji względem świeckich”. A tak właśnie staje się wtedy, gdy „inność” (świata, księdza, Kościoła, człowieka) staje się „obcością”.

To, co Wojtyła pisał o klerykach i księżach dotyczy oczywiście także relacji Kościoła do świata: ani Kościół nie może się ze światem utożsamić ani od niego odseparować. Swoista „pograniczność” jest modelem życia księdza i modelem funkcjonowania Kościoła. Zbytni przechył w jedną bądź drugą stronę będzie zawsze jakąś zdradą: jeśli nie Boga, to człowieka. Tylko wtedy, gdy zachowany jest właściwy balans możliwa jest poprawna ewangelizacja, którą Wojtyła nazywał sakralizacją, opatrując jednak to słowo w cudzysłów. Pisał tak: „W życiu ludzkim »sakralizacja« wielu spraw może się urzeczywistniać wyłącznie pośrednio i dyskretnie, zarazem prawdziwie i głęboko”. Tak właśnie się dzieje na tym bosko-ludzkim, kościelno-światowym pograniczu. Pod jednym wszak warunkiem: że „inność” nie zamieni się w „obcość”. „Inność” bowiem zaciekawia i prowokuje do poznania, „obcość” – rodzi lęk i każe szykować się do obrony. A grozi to zarówno światu, jak i Kościołowi, zarówno księdzu, jak i temu, do którego jest posłany.

Cytowaną odpowiedź Wojtyły można znaleźć w: R. Skrzypczak, Karol Wojtyła na Soborze Watykańskim II. Zbiór wystąpień, Warszawa 2011, Centrum Myśli Jana Pawła II, s. 357-369.