Zasadniczo współczucia, gestów wsparcia i obrony według autora artykułu potrzebują przede wszystkim chrześcijanie. Jak się okazuje, także ci w Polsce, bo nagle Sękowski przywołuje postać Pawła Hajncela, który przebrany za motyla regularnie pojawia się na procesjach Bożego Ciała.

Komentarz Stefana Sękowskiego (publicysty „Gościa Niedzielnego”) na temat sprawy Pussy Riot opublikowany w „Gazecie Wyborczej” (23.08.2012) pt. „Dajcie nam, chrześcijanom, żyć!” przeczytałam z mieszaniną zdumienia, zażenowania i rosnącej irytacji. Sprawa znana jest chyba na tyle szeroko, że przypomnę ją jedynie w gigantycznym skrócie: dziewczyny z grupy Pussy Riot 21 lutego 2012 r. wykonały w moskiewskiej cerkwi Chrystusa Zbawiciela performance: przedarły się pod ikonostas, gdzie gnąc się w punkowych podskokach, odśpiewały utwór z refrenem „Bogurodzico Dziewico, przegoń Putina” (nagranie z akcji jest do obejrzenia na YouTubie). Zostały w związku z tym oskarżone o chuligaństwo, a trzy z nich trafiły do aresztu, 17 sierpnia zostały zaś skazane na dwa lata kolonii karnej (łagru).

 

Cała sprawa rozgrywa się na mętnym styku polityki i religii, który w pełni zrozumiały może być tylko dla ludzi dobrze znających Rosję. Nie trzeba jednak Rosji znać znakomicie, żeby zauważyć, że kara ta jest całkowicie niewspółmierna do przewinienia i stanowi przejaw represji, a czysto po ludzku – poczuć gniew i współczucie, nie tylko w stosunku do dziewczyn z Pussy Riot, ale także wobec wszystkich obywateli Rosji. Tymczasem Stefan Sękowski temu potwornemu wyrokowi poświęca jedno zdanie: „Zostawmy na boku rzeczywiście drastyczny wyrok”, dalej zaś pomija go milczeniem i rozwodzi się nad tym, jak wielki i ohydny cios w chrześcijaństwo wymierzyły Pussy Riot (których nazwa, jak ze zgrozą zauważa Sękowski, oznacza „Bunt Cipek” – rozumiem, że już sam ten fakt powinien według autora zniechęcić nas do wszelkich aktów współczucia i dostrzegania w członkiniach zespołu cierpiących osób ludzkich).

Wydaje się, że według Sękowskiego współczucia nie są godne one, ale wyłącznie wierni zebrani w kościele, którym zakłóciły swoim wystąpieniem rozmowę z Bogiem. „Występ przerwał modlitewną zadumę i zabolał wiele osób” rozpamiętuje Sękowski dnia 23 sierpnia, na tydzień po wyroku skazującym Pussy Riot na łagier! Zasadniczo współczucia, gestów wsparcia i obrony według autora artykułu potrzebują przede wszystkim chrześcijanie. Jak się okazuje, także ci w Polsce, bo nagle Sękowski przywołuje postać Pawła Hajncela, który przebrany za motyla regularnie pojawia się na procesjach Bożego Ciała. To, że sytuacje te są całkowicie niewspółmierne, zarówno ze względu na cel prowokacji i niesiony przekaz (przypomnijmy, że w przypadku Pussy Riot było to wskazanie na palący problem: sytuację w Rosji oraz powiązania władzy i Cerkwi), jak też przede wszystkim ze względu na całkowicie inne realia i kary grożące za takie wystąpienia – okazuje się nieistotne. Bronimy swoich, a wymiar etyczny użycia do tego dramatycznej sytuacji dziewczyn z Pussy Riot nas nie obchodzi. W szczegółach zrównanie tych sytuacji wygląda tak (cytuję Sękowskiego): „pana Motyla i panie w skarpetach na głowach chciałoby się po ludzku potraktować packą”. Panie Stefanie! Te panie już zostały potraktowane, i to czymś znacznie gorszym od Pańskiej packi!

Jeśli chodzi o publicystów „Gościa Niedzielnego”, bardziej rozsądny i wyważony komentarz opublikował Andrzej Grajewski (GN 26.08.2012). Podkreślając, że występ performerek uważa za obraźliwy i profanujący świątynię, jednocześnie wprost mówi, że nie powinny one jego zdaniem zostać skazane na dwa lata kolonii karnej. I dalej: „Trudno odmówić racji Tołokonnikowej [liderki grupy], która na sali sądowej pytała, czy gdyby w swym występie śpiewały, aby Bogurodzica chroniła Putina, również zostałyby aresztowane”. Kara, jaką proponowałby Andrzej Grajewski, jest taka: „W moim przekonaniu powinny zostać zobowiązane tylko do sprzątania świątyni, którą swym chamskim, bluźnierczym występem sprofanowały. I niech wtedy patrzą w oczy tych wszystkich, którzy przychodzą tam, aby się modlić – także za nie”.

Jeszcze łagodniej sprawę tę widział cytowany w „Tygodniku Powszechnym” o. Andriej Kurajew, przypominając, że zajście miało miejsce w czasie tzw. maselnicy – ostatniego tygodnia karnawału: „Gdybym był tam kościelnym – deklarował – nakarmiłbym je blinami, dał po kuflu miedowuchy. To, co zrobiły, to skandal, ale legalny. Mamy karnawał – czas błazeństw i parodii”.