Zapraszając do lektury swojego tekstu na facebooku, Konrad Sawicki postawił pytanie: „Dlaczego sąd skazał Dodę a uniewinnił Nergala?”. Komentarz Sawickiego niestety do odpowiedzi na to pytanie czytelnika nie przybliża. Ale i odpowiedź nie jest prosta, choć akurat tym razem byłaby bardzo interesująca, gdyż w obu przypadkach chodziło o obrazę uczuć religijnych, czyli przestępstwo opisane w paragrafie 196 Kodeksu Karnego, w odniesieniu do tego samego przedmiotu – czyli do Biblii. Nergal ją publicznie podarł, Doda zakwestionowała jej nadprzyrodzoną naturę. Także i ja nie mam zamiaru odpowiadać na pytanie postawione przez Konrada Sawickiego. Chciałbym jedynie zwrócić uwagę na konkretne problemy pojawiające się w przypadku oskarżeń o obrazę uczuć religijnych.

1. Przepis mówi o znieważeniu miejsca lub przedmiotu kultu. To pierwsza trudność interpretacyjna. W przypadku Nergala doszło do materialnego zniszczenia księgi Biblii. W przypadku Dody – można mówić o słownym znieważeniu tego, czym Pismo Święte jest w istocie. Ten problem pojawia się często. Chodzi bowiem o doprecyzowanie, czy chodzi o naruszenie świętego znaku, rzeczy, czy też rzeczywistości, do której odsyła.

2. Istotny kłopot dla sądu stanowią „uczucia religijne” i to, co się pod tym kryje. Można powiedzieć, iż uczucia to relacja wierzącego do świętości sygnalizowanej przez dany przedmiot kultu. Z uczuciami jest jednak tak, że zależą od osobistej wrażliwości. To, co jednego obraża, drugi uzna za emocjonalnie neutralne. Sądy posiłkują się średnią wrażliwością, ale kto jej wyznacznikiem, nie wiadomo. Czy to ma być średnia statystyczna czy może raczej wrażliwość bardziej teologiczna. Tylko dlaczego wrażliwość teologa ma być bardziej zasadna niż zwykłych nieuczonych wiernych? Jest jeszcze wrażliwość poszczególnego sędziego, co też nie pozostaje bez związku.

3. Sądy podzielone są co do bardzo istotnej okoliczności tego przestępstwa: czy – aby ono zaistniało – musimy mieć do czynienia z działaniem bezpośrednim czy z celem pośrednim. Innymi słowy: czy sprawca musi chcieć obrazić, by obrazić? Czy też – może – wystarczy, że znajdą się obrażeni wbrew – być może dobrej – intencji działającego? Jak wiem, zwrócono się do Sądu Najwyższego z zapytaniem prawnym o wykładnię co do celu bezpośredniego i pośredniego w odniesieniu do czynów objętych przepisem 196 k.k.

4.Co z wolnością słowa, ekspresji, wypowiedzi artystycznej? Obie wolności: wolność religijna i wolność słowa należą do podstawowych wolności i żadnej z nich nie można stawiać ponad drugą. Tendencja społeczna jest taka, że wolność słowa odbiera się jako ważniejszą od wolności religijnej. Tylko niby dlaczego? I co się kryje za wolnością wypowiedzi? Mówienie wszystkiego, co przychodzi na język czy może także wolność wypowiedzi domaga się logiki, sensu, zasadności?

5. Czy artyście można więcej? W piśmiennictwie prawnym istnieje pojęcie kontratypu sztuki, według którego sztuka stanowi okoliczność wyłączającą bezprawność czynu. Ten kontratyp nie ma charakteru ustawowego, nie jest też absolutny. Dlatego w poszczególnych przypadkach każdy sędzia musi rozstrzygnąć, czy rzeczywiście mamy do czynienia ze sztuką, ekspresją artystyczną, która stanie się okolicznością „łagodzącą”.

6. I na koniec jeszcze jedna kwestia, która powraca w dyskusji. Jest nią niezrozumienie przepisów prawa. Wielu autorów straszy średniowieczem, twierdząc, iż w Polsce wspomniany przepis ma charakter religijny i jest prawną formą ochrony Boga. Nieprawda. W Polsce nie karze się za bluźnierstwo, które jest aktem religijnym wymierzonym przeciwko Bogu. W Polsce – jeśli już – karze się za obrażenie czyichś uczuć religijnych, co stanowi naruszenie porządku publicznego i godzi w ducha tolerancji. Wolność religii jest także prawem do tego, by nie być bezkarnie w tak ważnej dla wielu sferze życia, jaką jest wiara.

Przed każdym sądem, który musi podjąć się rozstrzygnięcia w kwestii obrazy uczuć religijnych stoją te i inne jeszcze dylematy. Jak widać, materia jest subtelna, drażliwa i skomplikowana. W dużej mierze zależy od subiektywnych interpretacji samego sądu, jak i powoływanych biegłych. Trudno więc się dziwić, iż pojawiają się odmienne orzeczenia nie tylko w podobnych sprawach, ale także w tej samej w kolejnych instancjach, czego przykładem jest proces Doroty Nieznalskiej: najpierw skazanej, a potem uniewinnionej.