W sobotę byłem w Centrum Myśli Jana Pawła II, bo odbywało się tam seminarium „Sobór od nowa”. Kolejna ciekawa inicjatywa tej ważnej warszawskiej instytucji (tym razem we współpracy z warszawskim oddziałem Instytutu Tertio Millennio). Programu nie będę opisywał, jest dostępny tutaj (tyle że o. Pieńkowskiemu zmieniono imię, powinno być: Marek). Grono uczestników było kameralne, ale przecież miało to być seminarium, a nie impreza masowa.

Dyskusja, w której brałem udział, popłynęła w nieco inne rejony niż zapowiadał to jej temat. Stała się próbą bilansu Vaticanum II i okresu posoborowego. Pospieraliśmy się – równie stanowczo, co kulturalnie (tak przynajmniej mi się wydaje) – z dr. hab. Aleksandrem Stępkowskim. On bowiem widział stan Kościoła po II Soborze Watykańskim jako czas mało że kryzysu, to nawet „zapaści, i to spektakularnej”. Ja natomiast wskazywałem na liczne przykłady jakościowego pogłębienia zarówno rozumienia, jak i przeżywania wiary.

Miłe bardzo było spotkanie i kuluarowe rozmowy z Konradem Ciesiołkiewiczem. Okazało się, że jedną z ważniejszych lektur tuż po odnalezieniu na nowo wiary była dla niego nasza książka z 1996 roku „Dzieci Soboru zadają pytania”.
Przy okazji z przejęciem obejrzałem wystawę w salach Centrum Myśli Jana Pawła II: „Matki. Mężne czy szalone?” o kobietach, które mimo zagrożenia własnego zdrowia lub życia postanowiły urodzić dzieci. Wystawa jest bardzo prosta: tylko fotografie bohaterek z rodzinami oraz rzeczowy opis ich sytuacji. Rzeczowy aż do bólu. Żadnej propagandy… Po prostu suche fakty: choroba, diagnoza, ciąża, zagrożenie, dziecko, a czasem nawet kilkoro następnych dzieci… Dostępna jest też książka Marty Dzbeńskiej-Karpińskiej pod tym samym tytułem co wystawa.

Gdy oglądałem tę wystawę z Konradem Ciesiołkiewiczem, od razu pomyślałem oczywiście o świeżo wydanej książce jego żony, Brygidy Grysiak „Wybrałam życie”. Temat książki jest bardzo podobny co wystawy. Bohaterkami reportaży są tu kobiety, dla których ciąża wcale nie była dobrą nowina, ale jednak postanowiły urodzić. Wbrew pozorom nie są to słodkie historie. Opowiadają tu o sobie i była prostytutka, która nie wie, kto jest ojcem jej dziecka, i prosta kobieta, która oddała córkę do okna życia. Rzecz napisana jest przez Brygidę Grysiak oszczędnie, bez ochoty pospiesznego „kanonizowania” bohaterek czy idealizowania życiu po urodzeniu dziecka.

Trudno o lepszą argumentację pro life niż ta wystawa czy ta publikacja. I tak to sobie myślałem o macierzyństwie w Dniu Matki. Dziękuję, Mamo!