Listy pasterskie się czyta, ale się ich nie kocha – można by sparafrazować znane i mocno już wytarte na łokciach zdanie na temat miłości Polaków do Polaka-papieża. Przepraszam, papieża-Polaka. Zastąpienie homilii odczytaniem takiego listu to, jak wynika z moich obserwacji, jasny sygnał do drzemki, sprawdzenia stanu manikiuru tudzież udania się w myślach na obiad do znajomych.

A jednak, jednak, są odważni, zdeterminowani i gotowi na wszystko, którzy listów pasterskich słuchają, ba! więcej! Oni na nie… odpowiadają!

Od kilku tygodni na stronie odpowiadamy.eu przeczytać można listy-odpowiedzi tej specyficznej grupy osób, podejrzewanych o nadmierną skłonność do ryzyka i wychylania się ze swoim zdaniem w tematach, w których człowiek roztropny a zapobiegliwy zachowuje milczenie pełne potakiwania.

Teksty, które znajdziemy na stronie, nie są jednak szarżą jazdy pancernej. Pozbawione agresji i pustej złośliwości, stanowią zaproszenie do pogłębienia tematu, cenną informację zwrotną dla biskupów – autorów listów. „Drodzy Ojcowie – pisze Misza Tomaszewski, redaktor pisma „Kontakt” – fakt pochylenia się przez Was nad problemem wychowania przyjmuję z wdzięcznością. Natychmiast jednak pozwalam sobie z pokorą dopytać, o jakim wychowaniu mówimy”. „Cieszy mnie, drodzy Ojcowie, że w liście znalazły się słowa o nawróceniu, które odnieśliście również do samych siebie. Dzięki nim staliście się trochę bardziej bliscy” – stwierdza Marcin Trepczyński, doktorant Instytutu Filozofii UW.

Kto zechce, doszuka się w tym złośliwości. Będzie to tym łatwiejsze, że twórcy projektu nie unikają tematów trudnych i słów krytyki dotyczącej m.in. formy listów pasterskich. Na stronie znajdziemy m.in. wpis Marcina Trepczyńskiego zaczynający się od słów: „Drodzy Ojcowie, Pasterze polskich chrześcijan. Bardzo chcę się inspirować JPII, otworzyć na Boga tak jak on. Chcę, by JPII mi w tym pomagał. Mam jednak pokorną prośbę – o radę, której u niego znaleźć nie sposób. Powiedzcie, jak dźwigać te kilogramy egzaltacji, którymi nas częstujecie?”.

Z pewnością oburzonych nie zabraknie. Z pewnością też jednak pod tymi słowami podpisze się wiele osób. Będzie wtedy można zaliczyć je do wrogów Kościoła lub rzeszy zmanipulowanych. Albo też przyjąć taktykę twórców strony odpowiadamy.eu i podążyć za hasłem: „Na listy się odpowiada”.