Czy słyszeliście już, że życie w Warszawie jest głośne i rozpędzone? Doprawdy? I nie ma na to rady? Nie ma. Ale i… jest. O ile zamiast obrażać się na rzeczywistość, poszukamy własnych enklaw albo sami zbudujemy wokół siebie kawałek dobrej przestrzeni.

A więc jeszcze jedno pytanie: czy słyszeliście już o Bible-ingu? „Pośród tłumu ludzi. Plecy w plecy. Na ziemi. Wszyscy biegną ale… dookoła nas. Krążenie spojrzeń. Bez dotyku” – piszą ludzie uczestniczący w tym pomyśle. Idea Bible-ingu jest prosta i właściwie ma kilka tysięcy lat. Rzeczy dawne trzeba jednak co jakiś czas odświeżać, dokonywać drobnych przesunięć, czyli pakować je na nowo w stroje adekwatne do epoki.

Bible-ing to po prostu wspólna cicha lektura Pisma Świętego w przestrzeni miejskiej. Właśnie tej gwarnej i gnającej lawiną. 15 minut spędzonych w kręgu, nad własnym egzemplarzem Biblii, twarzą do przechodniów. Czy jest to manifestacja? Na pewno wyraźny znak. W przeciwieństwie do nachalnych ewangelizacji czy głośnego skandowania słów Biblii, mająca w sobie coś subtelnego, zapraszającego… i przypominającego, że każdy czas i każde miejsce mogą być czasem i miejscem łaski. W życiu modlitwy trudno o lepszą lokalizację niż… ta, gdzie właśnie jesteśmy.

Studenci z Duszpasterstwa Akademickiego Dąb przy parafii św. Andrzeja Boboli spotkali się w ten sposób na Metrze Centrum, Dworcu Centralnym czy w Złotych Tarasach. W piątek 23 marca, o godz. 18 będzie się można do nich dosiąść pod bramą UW, a w niedzielę 25 marca, o godz. 14.45 pod kościołem św. Anny. Kolejne miejsca znajdziemy na stronie facebookowej.