Licznik krążący bez chwili przerwy na stronie www.40h.pl wskazuje, ile czasu uczestnicy akcji spędzili ze swoimi bliskimi lub… niebliskimi. Ci, dla których taka możliwość jest mobilizująca, mogą po zarejestrowaniu dodawać do tej puli swój czas. Nie ma jednak wątpliwości – chodzi o osiągi zupełnie innej klasy.

„Żyjemy dłużej, ale mniej dokładnie i krótszymi zdaniami” – pisała Wisława Szymborska. Że jesteśmy rozpędzeni – wiadomo. Że nie mamy na nic czasu – to refren każdego dnia. W ten hipnotyczny wir wciska się akcja „Życie zaczyna się po 40 h”.

To kolejny, po zeszłorocznym „Zrób się na post”, doskonały pomysł dominikańskiego duszpasterstwa akademickiego Beczka na pokazanie najgłębszych wymiarów Wielkiego Postu. Pomysł świeży, łączący w sobie tradycję z wyczuciem potrzeb „dnia dzisiejszego” i – co nie bez znaczenia – dobrze opakowany graficznie.

O co chodzi? „W Wielkim Poście 2012 postanowiliśmy mieć trochę czasu i dać go ludziom obok których żyjemy. To zachęta, żeby w trakcie 40 dni spędzić 40 godzin z tymi, którzy są nam bliscy i tymi, z którymi nam nie po drodze. Dla jednych i dla drugich najczęściej nie mamy czasu. Z niektórymi po prostu trudno nam rozmawiać” – piszą organizatorzy akcji.

Licznik krążący bez chwili przerwy na stronie www.40h.pl wskazuje, ile czasu uczestnicy akcji spędzili ze swoimi bliskimi lub… niebliskimi. Ci, dla których taka możliwość jest mobilizująca, mogą po zarejestrowaniu dodawać do tej puli swój czas. Nie ma jednak wątpliwości – chodzi o osiągi zupełnie innej klasy.