Pomysł Janusza Palikota, by zasłonić figurę Chrystusa Króla w Świebodzinie maską, wpisuje się w tradycję działań tego polityka, który wymyślił sobie dość niekonwencjonalny sposób realizacji tego zawodu – happening i prowokację. Granica rzeczowych postulatów i zamierzonych prowokacji u tego polityka jest płynna. Nadmiar szokującej formy sprawia, że polityk przestaje być jednak poważnie traktowany. Nie wiadomo więc do końca, jak reagować. Pisanie i mówienie o kolejnych ekscesach to jedynie „woda na młyn” Palikota, przykładanie się do zamierzonego przez niego rozgłosu i przysparzanie mu darmowej reklamy. Im więcej o nim, tym dla niego lepiej, bo przecież skandal karmi się rozgłosem. Z drugiej strony, czy można nie reagować na jawną prowokację? Gdyby nie był politykiem, można by go zupełnie zignorować. Przecież klaun pozbawiony publiki przestaje być śmieszny. Nowym Christo też nie zostanie. Ale Palikot politykiem jest i jego działanie ma większe „pole rażenia” niż jakiegokolwiek happenera. I jeśli w Świebodzinie dojdzie do tego, co Palikot proponuje, zjadą się tam wszystkie możliwe wozy transmisyjne. Jedni nazwą to misją mediów, inni żerowaniem na skandalu.

Planowany czyn Palikota jest zbyt banalny, by mógł cokolwiek sprofanować. Figura to tylko figura, a nie sam Pan Jezus. W kontekście swoich antykościelnych wypowiedzi Palikot ma świadomość, że zostanie to odczytane jako kolejny akt walki z Kościołem. Jeśli bowiem obrazi, to nie Pana Jezusa, ale ludzi, którzy w Niego wierzą. Nie wiem też, czy to ma jeszcze jakikolwiek związek z protestami przeciwko ratyfikowaniu ACTA, pod które to protesty – przyznajmy – chętnie się podłącza także społeczna szumowina. Jedno jest pewne, Palikot nie przepuści żadnej okazji, by o nim pisano i mówiono. To element jego anarchistyczno-socjalistycznej strategii.

Okazuje się jednak, że to strategia niebezpieczna. W piątkowym wydaniu „Kropki nad i” poseł Biedroń miał kłopoty z moralną oceną działalności hakerskiej, nazywając to obywatelskim nieposłuszeństwem. A przecież włamanie to włamanie: w realu czy w wirtualu. Usprawiedliwiał też umieszczanie i oglądanie pirackich kopii filmów przed ich premierą w komputerze, bo wielu obywateli nie ma innej możliwości dostępu do dóbr kultury, jak kradzież. Owszem, kradzież da się usprawiedliwić, gdy chodzi o chleb, by ratować życie, ale nie gdy chodzi o kolejną hollywoodzką produkcję. Cel nie uświęca środków.

Biedroń „oświecił” mnie jeszcze w jednej sprawie. Okazuje się, że to nie chodzi o kolejny pomnik, ale o „ten” pomnik. Chrystus miałby się stać niejako patronem protestujących, „bo przecież brał zawsze stronę pokrzywdzonych” i – jak podkreślał Biedroń – „jest pewien, że na pewno przyłączyłby się do protestujących”. Podobno korzystanie z internetu to teraz podstawowa wolność obywatelska, której ACTA nas pozbawi. Ile i czego pozbawi nas ACTA chyba nikt dokładnie nie wie. Na pewno jednak wiemy, że prócz wolności do korzystania z internetu są inne wolności, np. wolność od bycia obrażanym. I tak jak poseł Biedroń chce być wolny od mówienia o jego orientacji seksualnej obraźliwie i pogardliwie, co do czego ma absolutną słuszność, tak ludzie wierzący mają prawo do tego, by nie byli obrażani i aby szanowano to, co dla nich ważne, w tym symboliczne znaki ich wiary, np. figurę Chrystusa w Świebodzinie, bez względu na to, czy ona się komuś podoba, czy nie.

A jeśli taki Palikot odważny, to niech zakłada maski na pomnik Małego Powstańca albo na pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie albo niech jedzie na Westerplatte bądź pod krzyże gdańskie. Zobaczymy, co się wtedy będzie działo. Wtedy spadnie z jego twarzy maska klauna i prowokatora.