Po kolei. Najpierw Ewa Karabin na blogu Laboratorium WIĘZI skomentowała wypowiedź znajdującą się w wywiadzie z abp. Józefem Michalikiem, który przeprowadzili Grzegorz Górny i Tomasz Terlikowski. W książce tej powiedzieli m.in.: „Niedawno w Laskach odbył się zjazd środowisk związanych z tym nurtem w Kościele i okazało się, że zjawili się tam w większości siedemdziesięcioletni działacze z głębokim poczuciem klęski swojego projektu”. W Laskach na rzeczonym zjeździe była akurat Ewa Karabin, więc miała prawo do sprostowania tego, co napisali Panowie Redaktorzy. Przy okazji przypomniała zasadnicze rysy idei „katolicyzmu otwartego” sformułowane przez Tadeusza Mazowieckiego w pięciu punktach. Red. Terlikowski raczył skomentować wpis na blogu, nie pozostawiając bez własnej oceny owych pięciu punktów przytoczonych przez Ewę Karabin, które – jak stwierdził – setnie go rozbawiły. „Credo katolików otwartych” – jak sam je nazwał – red. Terlikowski skonkludował następującymi słowami: „A ja rozumiejąc, co jest w tych poglądach «otwartością» nijak nie jestem w stanie zrozumieć, co jest w nich «katolicyzmem»…”. Postanowiłem pomóc. Nie, nie Pani Ewie. Panu Tomaszowi w odczytaniu katolickiego charakteru owego „credo”. A oto pięć punktów i ich „rozwinięcie”:

1. Tylko człowiek wolny może odpowiedzieć na wezwanie Boga.

„Człowiek jednak może zwracać się do dobra tylko w sposób wolny. (…) Bóg bowiem zechciał człowieka pozostawić w ręku rady jego, żeby Stworzyciela swego szukał z własnej ochoty i Jego się trzymając, dobrowolnie dochodził do pełnej i błogosławionej doskonałości. Tak więc godność człowieka wymaga, aby działał ze świadomego i wolnego wyboru, to znaczy osobowo, od wewnątrz poruszony i naprowadzony, a nie pod wpływem ślepego popędu wewnętrznego lub też zgoła przymusu zewnętrznego” (Konstytucja Gaudium et spes, nr 17).

2. Nie jestem jedynym posiadaczem prawdy, dlatego warto wchodzić w dialog z innymi.

„Przez wierność sumienia chrześcijanie łączą się z resztą ludzi w poszukiwaniu prawdy i rozwiązywaniu w prawdzie tylu problemów moralnych, które narzucają się tak w życiu jednostek, jak i we współżyciu społecznym” (tamże, nr 16).

„Prawdy zaś trzeba szukać w sposób zgodny z godnością osoby ludzkiej i z jej naturą społeczną, to znaczy przez swobodne badanie przy pomocy magisterium, czyli nauczania, przez wymianę myśli i dialog, przez co jedni drugim wykładają prawdę, jaką znaleźli albo sądzą, że znaleźli, aby nawzajem pomóc sobie w szukaniu prawdy; skoro zaś prawda została poznana, należy mocno przy niej trwać osobistym przeświadczeniem” (Deklaracja Dignitatis humanae, nr 3).

3. Wątpienie jest konstytutywną cechą człowieka, również wierzącego.

Moim zdaniem, rzecz sama w sobie oczywista. Przypomnieć można choćby sentencję łacińską: „Dubitando ad veritatem pervenimus” (Wątpliwość jest drogą do prawdy) tudzież wyrażenie św. Anzelma: „Fides quaerens intellectum”, cytowane w Katechizmie Kościoła Katolickiego (nr 158).

4. Zakładam autonomię państwa i Kościoła oraz autonomię sumienia.

„Wspólnota polityczna i Kościół są w swoich dziedzinach od siebie niezależne i autonomiczne” (Konstytucja Gaudium et spes, nr 76).

„Nakazy Bożego prawa człowiek dostrzega i rozpoznaje za pośrednictwem swego sumienia, do którego jest obowiązany wiernie się stosować w całym swym postępowaniu, aby dotrzeć do swego celu – Boga. Nie wolno więc go zmuszać, aby postępował wbrew swemu sumieniu. Ale nie wolno mu też przeszkadzać w postępowaniu zgodnie z własnym sumieniem, zwłaszcza w dziedzinie religijnej” (Deklaracja Dignitatis humanae, nr 3).

5. Każdy z nas ponosi odpowiedzialność za rozwój społeczny i stan naszej wspólnoty.

Moim zdaniem jest to tak oczywiste, że nie wymaga udowadniania, ale przypomnijmy dla przykładu: „Wszyscy chrześcijanie niech odczuwają swoje szczególne i sobie właściwe powołanie we wspólnocie politycznej, na mocy którego winni świecić przykładem, sumiennie spełniać obowiązki i służyć dobru wspólnemu, pokazując czynem, jak da się pogodzić władza z wolnością, inicjatywa jednostkowa z organiczną więzią i wymogami całego ciała społecznego, pożyteczną jedność z owocną rozmaitością. W porządkowaniu spraw doczesnych niech biorą pod uwagę słuszne, choć różniące się między sobą poglądy i niech szanują obywateli także stowarzyszonych, którzy uczciwie tych opinii bronią” (Konstytucja Gaudium et spes, nr 75). O odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła przypominać nie trzeba.

Na koniec dwa słowa komentarza. Związek tez „credo” katolicyzmu otwartego z nauczaniem Soboru Watykańskiego II jest – moim zdaniem – aż nazbyt oczywisty, co zrozumiałe, bo przecież kształtowały się właśnie w nurcie odnowy soborowej. Żeby go nie dostrzec, trzeba po prostu z góry założyć negatywne nastawienie do tych, którzy uznają je za swoje. Ostatnie dyskusje wewnątrzkościelne skłaniają mnie do dwóch wniosków. Po pierwsze, nie potrafimy rozmawiać bez wzięcia w nawias uprzednich nastawień: pre-teksty okazują się ważniejsze niż teksty. To one determinują interpretację. Po wtóre, zbyt łatwo formułujemy oceny co do katolickości innych, przyjmując własne rozumienie i przeżywanie katolicyzmu za jedyne, prawdziwe, poprawne i modelowe. W ten sposób uniemożliwia się jakikolwiek dialog i wspólne poszukiwanie prawdy. Zresztą, o czym ja mówię? Niektórzy są przekonani, że prawdę pełną i ostateczną znaleźli i posiedli. Niczego szukać nie muszą. Ani z nikim dialogować.