Dziś wszyscy występują przeciwko nienawiści oddzielnie – każdy przeciwko innej. Każde ze środowisk ma „swoją” nienawiść, przeciwko której protestuje i której ofiarą się czuje. A może by tak „razem przeciwko nienawiści”? 

Tekst opublikowany w „Gazecie Wyborczej”  14 września 2011 r.

Zbieżność czasowa zniszczenia pomnika w Jedwabnem i wyroku w sprawie podarcia Biblii przez Nergala każe zastanowić się, czy te akty łączy coś więcej niż tylko moment, w którym o nich dyskutujemy.

W obu przypadkach mamy do czynienia ze świadomą profanacją, czyli zniszczeniem czegoś, co jest przez innych uznawane za święte. Pomnik postawiony na miejscu okrutnej zbrodni jest uświęcony niezawinionym cierpieniem setek osób. Dodatkowo miejsce to jest de facto cmentarzem ofiar tego mordu, a cmentarze – w tradycji żydowskiej nawet mocniej niż w chrześcijańskiej – uznawane są za miejsca święte. Biblia jest zaś uświęcona przez to, że setki pokoleń Żydów, a od 20 wieków również chrześcijan, w niej właśnie odnajdują słowa samego Boga.

Dlaczego publiczne głoszenie hasła „Heil Satan!” mielibyśmy traktować inaczej niż malowanie swastyk na pomniku w Jedwabnem?

To, co święte dla jednych, powinno być szanowane przez innych, także przez osoby nieutożsamiające się z daną tradycją. Szanowane – to nie znaczy czczone, ale to z pewnością znaczy: wolne od aktów agresji, pogardy i nienawiści. Oczekiwanie takiego szacunku wydaje się dość elementarnym wymogiem pokojowego współżycia społecznego w pluralistycznym społeczeństwie.

Wiedzieli, co czynią

Oba omawiane akty są też moim zdaniem ekspresją motywowanej ideologicznie nienawiści. Malowanie swastyk na hebrajskich literach pomnika w Jedwabnem jest składaniem hołdu ideologii hitlerowskiej, której nienawistnego charakteru w Polsce udowadniać nie trzeba. Darcie Biblii i publiczne zachęcanie do jej palenia jest składaniem hołdu ideologii satanistycznej, która opiera się na nienawiści do wszelkiej religii.

W obu przypadkach sprawcy to ludzie inteligentni. Sprawcy profanacji w Jedwabnem dobrze wiedzieli, co czynią. Świadomie wybrali miejsce działania. Świadomie malowali właśnie swastyki. Świadomie zdecydowali się na tak okrutną treść własnego hasła: „Byli łatwopalni”. Świadomie dali wyraz swojej nienawiści do Żydów.

Czyżby istniała nienawiść lepsza i gorsza? Niektórzy wyraźnie zakładają, że pewne przejawy nienawiści są niedopuszczalne, a inne dopuszczalne

Również Adam Darski jest człowiekiem inteligentnym i dobrze wie, co czyni, umiejętnie kreując swój wizerunek artystyczny. Poważnie trzeba zatem traktować słowa, jakimi publicznie skomentował wyrok sądu w swojej sprawie: „Szatan zwyciężył” i „Heil Satan!”. Nie wiem, na ile satanizm Nergala to poza, na ile realne przekonania. Nawet jednak gdyby to była artystyczna poza, nie widzę powodu, by ludzi, którzy publicznie głoszą „Heil Satan!” – igrając i z hitleryzmem, i z satanizmem – traktować inaczej niż tych, którzy malują swastyki na pomniku w Jedwabnem i piszą tam: „Byli łatwopalni”, czy podpalają muzułmański ośrodek w Białymstoku.

Jedni i drudzy wyrażają przecież i gloryfikują ideologię nienawiści. Z tego właśnie powodu czyny przez nich popełniane powinny być konsekwentnie moralnie napiętnowane, zaś ich sprawcy nie powinni być bohaterami mediów czy współtwórcami opinii publicznej (pomijam na razie prawny aspekt sprawy).

Nienawiść lepsza i gorsza?

Od uczestników życia publicznego i od komentatorów oczekiwać należy przykładania równej miary do zjawisk choć różnych, to jednak analogicznych. Albo zatem konsekwentnie sekujmy tych, którzy głoszą nienawiść z głównego nurtu życia publicznego, albo spokojnie pozwalajmy im zatruwać polską debatę, uznając, że nic wielkiego się nie stało. Skoro krytykujemy sądy – jak najbardziej słusznie! – za to, że w sprawach wybryków rasistowskich wydają wyroki uniewinniające z powołaniem na ich rzekomą „niską szkodliwość społeczną”, to z podobną surowością reagujmy również na inne przejawy nienawiści.

No, chyba że naprawdę uznamy, że istnieje nienawiść lepsza i gorsza. I wydaje mi się, że tu właśnie jest pies pogrzebany! Niektórzy wyraźnie zakładają, że pewne przejawy nienawiści są niedopuszczalne, a inne dopuszczalne. Tak przynajmniej rozumiem ton ich komentarzy.

Nienawiść zawsze pozostaje nienawiścią, niezależnie od tego, przeciwko komu jest skierowana; niezależnie od tego, czy się ją ubierze w szaty występu artystycznego, czy jakiekolwiek inne

Skoro bowiem Katarzyna Wiśniewska przekonuje, że jest chrześcijanką, ale jej darcie Pisma Świętego nie obraża, to tym samym twierdzi, że ten niezwykle czytelny akt nienawiści jej zdaniem nienawiści nie wyraża. Nie budzi jej niepokoju także nawoływanie do palenia Biblii, bo najwyraźniej palenie książek jakoś nie kojarzy się jej z faszyzmem – choć marsz z pochodniami z pewnością już będzie się tak kojarzył. Wydaje mi się, że za takim myśleniem stoi przekonanie, że akt nienawiści wobec religii, zwłaszcza religii większościowej, albo przestaje być nienawiścią, albo staje się dopuszczalny właśnie dlatego, że jest skierowany przeciwko większości.

Zadymiarz w gazecie, satanista w telewizji

Odrzucam takie stanowisko. Nienawiść zawsze pozostaje nienawiścią, niezależnie od tego, przeciwko komu jest skierowana; niezależnie od tego, czy się ją ubierze w szaty występu artystycznego, czy jakiekolwiek inne. A mowa nienawiści i tym bardziej akty nienawiści powinny być powszechnie uznane za moralnie naganne i niedopuszczalne, nie powinny być tolerowane ani usprawiedliwiane. Mierzmy nienawiść równą miarą! Żaden z jej przejawów nie jest lepszy, nawet jeśli występuje w „słusznej” sprawie. Jakaż bowiem sprawa może – w czasie pokoju – usprawiedliwiać nienawiść? Jakiż cel może – w demokratycznym społeczeństwie – „uświęcać” takie środki?

Nergal atakuje głównie katolicyzm, ale nie ukrywa, że jego celem jest religia jako taka. Jak mówi: „Jeśli chce się uderzyć we wszystkie największe religie, to wystarczy zaatakować Biblię. Symbolem religii jest Biblia, a ja jestem przeciwnikiem religii”. Dlatego celowo, świadomie, w sposób wystudiowany powtarza „ceremoniał” darcia Biblii (na YouTube można bez trudu znaleźć kilka zapisów takich „artystycznych” akcji Nergala podczas różnych koncertów), zachęcając przy okazji fanów, by spalili „to g…”.

Czym to się różni od planowej akcji zamalowywania napisów z nazwami miejscowości wypisanymi po litewsku w Puńsku? Tylko adresat nienawiści się różni, nienawiść jest taka sama. Zgodnie piętnujemy „zamawianie piwa” hitlerowskim gestem. A czy pozdrawianie fanów zawołaniem „Heil Satan” jest mniej szkodliwe społecznie?

Przedstawiciele Kościoła – zamiast całościowo odrzucać nienawiść we wszelkich formach – sami sprowadzają się do roli grupy interesu prowadzącej działania lobbingowe na rzecz obrony partykularnej katolickiej symboliki religijnej i własnych wyznawców

„Gazetę Wyborczą” słusznie oburza fakt, że felietonistą „Gazety Polskiej Codziennie” został „Staruch”, lider kibiców (a może kiboli) Legii Warszawa, znany zadymiarz, który będzie pisał felietony z aresztu, gdzie siedzi zatrzymany jako podejrzany o rozboje. Oto bowiem do grona „oficjalnych” komentatorów polskiej rzeczywistości trafia ktoś, kto tam się znaleźć nie powinien.

Analogicznie jednak poważnym problemem powinna być również obecność w prestiżowym programie telewizji publicznej innego głosiciela nienawiści wykrzykującego ze sceny: „Fuck Jesus Christ!”. Ten drugi „flirt z mainstreamem” może nawet bardziej niepokoić, bo Tomasz Sakiewicz wydaje prywatną gazetę – na telewizję publiczną płacimy zaś wszyscy (a raczej powinniśmy płacić) abonament. I nie zmienia tej oceny fakt, że najprawdopodobniej Nergal został zaproszony do TVP nie ze względu na głoszone przekonania, dokonania artystyczne czy nawet swoją piękną postawę w walce z białaczką, lecz przede wszystkim jako były facet Dody – to bowiem uczyniło z niego celebrytę i osobę rozpoznawalną dla masowej publiczności.

Oddzielnie przeciwko nienawiści

Twierdzę, że nienawiść – o jakimkolwiek kolorze ideowym i przeciw komukolwiek skierowana – ma zawsze wysoką szkodliwość społeczną. Na razie trudno jednak odnaleźć środowiska, które w aktach, jakie przypominam, dostrzegałyby ten wspólny mianownik, jakim jest nienawiść.

Jedni zażarcie protestują przeciwko rasizmowi i ksenofobii, nie widząc, że mowa nienawiści przybiera dziś jedne z najostrzejszych form, gdy kieruje się przeciwko religii, a w Polsce zwłaszcza katolicyzmowi. Dla odmiany wielu katolików rozrywa szaty z powodu występów Nergala w TVP, nie zająknąwszy się nawet o nienawiści, której przejawy można było niedawno dostrzec w Jedwabnem, Białymstoku, Puńsku i Orli. Przedstawiciele Kościoła – zamiast całościowo, w imię dobra wspólnego, odrzucać nienawiść we wszelkich formach – sami sprowadzają się do roli grupy interesu prowadzącej działania lobbingowe na rzecz obrony partykularnej katolickiej symboliki religijnej i własnych wyznawców.

W 2011 r. polski sąd (i to Sąd Najwyższy!) uznał, że hasła typu „Nasza święta rzecz, czarni z Polski precz” to wezwanie do zachowania „cech własnego narodu, jego niepowtarzalnego piękna”

A mnie marzy się, że kiedyś pod hasłem „razem przeciwko nienawiści” będzie można zobaczyć działania mające poparcie i stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita, i Episkopatu Polski, i antyfaszystowskiego Nigdy Więcej, i związku polskich muzułmanów; i stowarzyszenia ateistów, i Akcji Katolickiej. I oczywiście także organizacji żydowskich, bo to Żydzi najmocniej doświadczyli na sobie zła nienawiści ubranej w szaty ideologiczne. Marzy mi się, że przewodniczący katolickiego episkopatu, biskupi pozostałych wyznań chrześcijańskich, naczelny rabin i wielki mufti wspólnie wystąpią na konferencji prasowej, aby napiętnować wszelkie akty nienawiści.

Na razie to jednak tylko marzenie. Dziś wszyscy występują przeciwko nienawiści oddzielnie – każdy przeciwko innej. Każde ze środowisk ma „swoją” nienawiść, przeciwko której protestuje i której ofiarą się czuje.

Prawo – do zmiany i do egzekwowania

Świadomie pomijam tu prawny aspekt zagadnienia. Zasygnalizuję jedynie, że sądzę, iż skuteczność obrony Nergala wskazuje na poważną lukę w polskim prawie. Sąd ocenia przecież nie moralną, lecz prawną dopuszczalność pewnych działań. Skoro akt oczywistej nienawiści i profanacji tego, co święte, został w świetle obowiązujących przepisów uznany za dopuszczalny, to znaczy, że trzeba zmienić prawo, odwołując się do bardziej obiektywnej miary niż urażone uczucia poszczególnych osób. Od wielu lat twierdzę zresztą, że przepis o obrażaniu uczuć religijnych jest fatalnie sformułowany – uczucia są przecież skrajnie subiektywne i nieweryfikowalne. A przede wszystkim uczucia są w religii akurat najmniej istotne.

Marzy mi się, że kiedyś pod hasłem „razem przeciwko nienawiści” będzie można zobaczyć działania mające poparcie i stowarzyszenia Otwarta Rzeczpospolita, i Episkopatu Polski, i antyfaszystowskiego Nigdy Więcej, i stowarzyszenia ateistów, i Akcji Katolickiej

Aby jednak dokonać skutecznie zmiany prawa w tej dziedzinie, trzeba spełnić kilka warunków. Przede wszystkim trzeba zbudować porozumienie społeczne wokół odrzucenia wszelkich form nienawiści. Jakiekolwiek propozycje zmiany prawa powinny być owocem poważnej analizy z udziałem prawników, teologów, medioznawców, specjalistów od obrony wolności słowa i swobody artystycznej. Myślę, że parlament nowej kadencji powinien się pokusić o studium tej kwestii i zmianę prawa. Nie w imię przypodobania się tym czy innym obrażonym wyborcom, lecz w imię uwalniania polskiego życia publicznego od nienawiści.

Potrzeba zmiany prawa w przyszłości nie wyklucza oczywiście większej stanowczości w egzekwowaniu prawa już istniejącego. Na niezbędną konieczność wzmożonej wierności duchowi i literze polskiego prawa wskazuje zwłaszcza wyrok wydany w dwa dni po profanacji w Jedwabnem. Sąd Najwyższy podtrzymał uniewinnienie działaczy Narodowego Odrodzenia Polski od zarzutu nawoływania do nienawiści rasowej. Sąd (i to Najwyższy!) uznał, że hasła typu „Nasza święta rzecz, czarni z Polski precz” to wezwanie do zachowania „cech własnego narodu, jego niepowtarzalnego piękna”.

A ja naiwnie myślałem, że piękno polskości polega na czymś innym niż czystość rasy Że „prawdziwi” Polacy chętnie zaśpiewają „Modlitwę o wschodzie słońca” z Natanem Tenenbaumem i Jackiem Kaczmarskim (a pewnie także z Pawłem Włodkowicem i Karolem Wojtyłą): „Ale zbaw mnie od nienawiści. Ocal mnie od pogardy, Panie”.


Tekst opublikowany w „Gazecie Wyborczej”  14 września 2011 r.