Przyznaję. Zdenerwowałem się. Jeden ze znajomych na FB podsunął mi komentarz Katarzyny Wiśniewskiej z „GW” z cyklu „Stronniczy przegląd prasy katolickiej”. Katarzyna Wiśniewska pisze między innymi o tym, że wspólną cechą piłki nożnej i teologii w Polsce jest „kiepski poziom” obu dyscyplin. Wiśniewska odwołuje się tutaj do porównania zaproponowanego przez Roberta M. Rynkowskiego w tekście Dopóki piłka w grze z ostatniego „TP”. W końcu o ograniczaniu nikłej myśli twórczej rodzimych teologów autorka pisze, że „prawdopodobnie zostałaby ucięta jako nieprawomyślna, a jej autor mógłby zapomnieć o pracy w szkole czy na uczelni, bo lokalny biskup by do tego nie dopuścił”.

Teksty obu autorów: Wiśniewskiej i Rynkowskiego wzbudziły we mnie pytanie: jakiej to teologii oczekują owi katoliccy publicyści? Na jakich teologów czekają? Odnoszę dziwne wrażenie, że wcale nie czekają na teologów ortodoksyjnych. Przeciwnie – im bardziej po krawędzi tym lepiej. Pewno jest w tym jakaś gazetowa skłonność: prawowierny teolog nie jest newsem. Newsem staje się dopiero teolog wywrotowy i skarcony przez Kościół, w obronie którego – w imię wolności! – będzie można stanąć. Żeby było jasno – interesuje ich tylko liberalna nieortodoksja, ta konserwatywna – na przykład spod sztandaru Natanka – nie. To więcej niż oczywiste. Zresztą „GW” ma już na swym koncie kilku wyhodowanych teologów, których myślenie zaprowadziło już nawet nie na manowce Kościoła, a wręcz poza Kościół.

Najbardziej zaskoczyło mnie jednak przekonanie K. Wiśniewskiej o rychliwości polskich biskupów do ograniczania wolności w myśleniu teologicznym. Casus Natanka pokazuje, że wcale tacy rychliwi nie są. Chcemy lub nie – to też jest jakaś teologia. Znam w swoim teologicznym środowisku naprawdę wielu wcale niesztampowych teologów. Nie każdy z nich pcha się na afisz i ma parcie na szkło niczym ogórki z reklamy „Biedronki”. Rahner zresztą też go nie miał, jak i wielu innych teologów, swego czasu nazywanych kontrowersyjnymi, którzy w ciszy, skupieniu i posłuszeństwie zgłębiali myśl Kościoła i Ewangelię. Broń nas, Panie Boże, od teologicznych krzykaczy. To akurat czytelny znak braku teologicznego powołania i rozumienia Kościoła.

Robert M. Rynkowski pisze na łamach także mojego „TP”: „Nie podam tu projektu sprężystej piłki teologicznej”. A szkoda, może bym się czegoś douczył. Od lat uczę teologii i teologicznego myślenia. Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie. Zdaję sobie sprawę, że i mnie – jak każdemu wykładowcy – zdarza się trudny dzień, kiedy mówię studentom: „Weźcie piłkę i pokopcie sobie trochę”. Żadnemu z nich nie zabroniłem nigdy myślenia, żadnego też nie wpuszczałem w pułapkę ofsajdową. Znam wielu księży i świeckich, którzy uprawiają futbol na wysokim poziomie, a nie ograniczają się do zbijanego. Obawiam się jednak, że niektórych nawet najbardziej mistrzowski futbol nie będzie odpowiadał. Czekają – na przykład – na rugby, ale to nie w tym Kościele w to gra