Przypomniałem sobie ostatnio dyskusję z pewną dziewczyną na temat życia zakonnego. Ta młoda osoba porównywała życie zakonnicy do życia księdza, bolejąc nad tym, że zakonnica – inaczej niż ksiądz – nie może zdjąć habitu i pójść na basen (przynajmniej w teorii). Na mój argument, że przecież jest to konsekwencja świadomie podjętej decyzji, w ramach której ktoś wyrzeka się także rzeczy obiektywnie dobrych ze względu na wyższe dobro duchowe, moja rozmówczyni stwierdziła, że to jest narzędzie męskiej dominacji w Kościele. Dalsza rozmowa zeszła na zwyczaj (obowiązek) zakrywania twarzy u kobiet wyznających islam, co dla mojej rozmówczyni miało być kolejnym dowodem na tezę o męskiej dominacji. Według niej to niemożliwe, aby jakaś kobieta mogła tego chcieć w sposób dobrowolny. Wszystkie kobiety noszące jakąkolwiek formę religijnego okrycia głowy (burka, hidżab itd.) są do tego przymuszane.

Przypomniałem sobie o tej dyskusji czytając ostatnie „Wysokie Obcasy” (30.04.2011 r.), gdzie znalazłem reportaż pt. Poszłam na łatwiznę, którego bohaterką jest Agnieszka, Polka, która przeszła na islam. Sytuacja religijnego konwertyty jest zawsze inna od osoby, która wyrasta w określonej tradycji religijnej, stopniowo ucząc się zasad, norm czy dogmatów. Kiedy wchodzi się w religię „od dziecka”, możliwe są dwa skrajne scenariusze: stopniowe interioryzowanie religii, która przeobraża się w dojrzałą wiarę albo pozostanie na płaszczyźnie zwyczajowo-kulturowej. Ten drugi model bywa o tyle niebezpieczny, że religijność, pozbawiona jest wewnętrznej motywacji, a postrzegana jako określony model życia, nagle traci wartość, gdy inny model życia objawi się jako lepszy, ciekawszy, wartościowszy. W przypadku konwersji dorosłego człowieka model życia wybiera się wraz z decyzją wiary albo – inaczej – decyzja wiary jest także świadomym wyborem modelu życia.

Decyzja Agnieszki ze wspomnianego reportażu jest świetną ilustracją tego drugiego sposobu bycia człowiekiem wierzącym: decyzja wiary (zmiany religii) jest także świadomym zaangażowaniem się w określony model życia, który jest konsekwencją decyzji w sferze religijnej. Masowe porzucanie chrześcijaństwa w Quebecu – o czym pisałem wielokrotnie – było właśnie konsekwencją traktowania wiary jako religii społecznej, bez budowania wewnętrznej motywacji, a taka religijność nie wytrzymała w nowych warunkach kulturowych, gdy ludzie zaczęli sobie uświadamiać, że można żyć inaczej.

Wydaje mi się, że podobny mechanizm może zaistnieć także w procesie porzucania wiary muzułmańskiej, na przykład przez kobiety, które – stykając się z innym modelem życia – nagle odkrywają go jako lepszy, łatwiejszy itd. W przypadku bohaterki reportażu mamy do czynienia z procesem odwrotnym – gdy wiara proponuje taki model życia, który postrzegany jest jako dobro, jako model o wiele lepszy niż ten, który był realizowany dotychczas. Znamienne są słowa z reportażu: „Kiedyś ktoś mi powiedział: «Ty poszłaś na łatwiznę». No dokładnie, bo islam to droga banalnie prosta. […] prawda jest taka, że islam jest wyzwoleniem”. Zachowując właściwe proporcje, można powiedzieć, iż każda wiara jest wyzwoleniem. Każda religia posiada system norm, który „ułatwia” życie w ten sposób, że – w pewnym sensie – zdejmuje z człowieka odpowiedzialność za podejmowanie decyzji. Oczywiście, są systemy bardzo uszczegółowione, gdzie jest de facto przepis na wszystko, odpowiedź na dylemat w każdej sytuacji życiowej, jak to jest w judaizmie ortodoksyjnym czy islamie. Chrześcijaństwo daje o wiele większy margines wolności, gdyż – uciekając od kazuistyki – pozostawia swojemu wiernemu decyzję do podjęcia. Dlatego też chrześcijaństwo jest w praktyce trudniejsze niż religie o drobiazgowych wręcz systemach etycznych. W tej perspektywie można zrozumieć wypowiedzi bohaterki, która zarówno zasłonę na twarzy, jak i inne przepisy dotyczące relacji z mężczyznami, zasady regulujące posiłek czy korzystanie z używek i rozrywki widzi jako normy wyzwalające ją z wielu niebezpiecznych sytuacji. Islam jasno jej podpowiada, co jest halal (dobre, dozwolone) a co haram (złe, zakazane).

Pomyślałem o wielu młodych katolikach, którzy porzucają chrześcijaństwo, bo – jak mówią – poprzez zakazywanie wielu rzeczy zbytnio ich ogranicza, by nie powiedzieć – zniewala. A tutaj mamy przykład kogoś, kto twierdzi zupełnie przeciwnie: że zakazy i nakazy – i to o wiele ostrzejsze i liczniejsze niż w chrześcijaństwie – wyzwalają. Wiara wyzwala. Religia bez wiary pozostaje zniewoleniem.