Z recenzji książki Instalacja Idziego, poczynionej przez o. Wiesława Dawidowskiego OSA w WIĘZI 2-3/2011 wynotowałem, co następuje: „Wszyscy piszą, nikt nie czyta”. Więc czytam. Ostatnio Chrześcijaństwo przyszłości Philipa Jenkinsa. I co znajduję? Czytam o inwazji Kościołów pentakostalnych (zielonoświątkowych) i różnych – czasami zaskakujących – praktykach w łonie tych Kościołów. Na przykład taki Powszechny Kościół Królestwa Bożego w Brazylii (Igreja Universal do Reino de Deus). Kościół ten „sprzedaje specjalny olej do namaszczania, służący do uzdrowień, a telewidzowie są zachęcani do ustawiania naczyń z wodą blisko ekranu, by mogła być pobłogosławiona na odległość. Strona internetowa [Kościoła] obiecuje: «Czeka cię cud»” (s. 119). Okazuje się jednak, iż praktyka błogosławienia „na odległość”, a nawet konsekracji „na odległość” wcale nie jest taka nieznana także w Kościołach bardziej tradycyjnych, jak choćby w niektórych odłamach protestanckich.

I tak na przykład, 2 marca 1975 r. we francuskiej miejscowości Arles, w kościele należącym do wyznania ewangelicko-reformowanego pastor Du Pasquier podczas przewodniczenia Wieczerzy Pańskiej, która była transmitowana przez telewizję, zaprosił widzów do dzielenia się chlebem i winem przed odbiornikiem telewizyjnym, aby w ten sposób włączyć się w Komunię eucharystyczną. Wspomniany pastor otrzymał następnie bardzo wiele listów z podziękowaniem od osób, które z powodu choroby i wieku nie mogły przybyć do kościoła. Inicjatywa ta została podjęta w odpowiedzi na życzenie wyrażone przez pastora M. Sweetinga podczas spotkania rady federacji skupiającej Kościoły protestanckie Francji 27 listopada 1974 r. Drugi notowany przykład miał miejsce 25 stycznia 1976 r. Tym razem teleliturgii z komunią przewodniczył pastor Glemme ze Szwedzkiego Kościoła Luterańskiego. Pastor poprosił uprzednio widzów, aby przygotowali u siebie chleb i wino i spożyli w momencie transmitowania Komunii. Podobne wydarzenie miało miejsce także podczas Tygodnia Ekumenicznego w roku 1975 w Montreux (Szwajcaria). Pisano także o innych tego typu eksperymentach, dokonywanych w środowiskach protestanckich w Danii czy we wspólnotach prezbiteriańskich. Takie nowinkarstwo nie jest zupełnie obce także niektórym teologom katolickim. Jeden z nich twierdzi, iż nie ma teologicznych przeszkód, by słowa konsekracji wypowiadane przez szafarza za pośrednictwem telewizji dosięgały na sposób sakramentalny znaków chleba i wina przygotowanych przez tych, którzy biorą udział w liturgii na odległość. W ten sposób mielibyśmy do czynienia z udziałem pełnym i zupełnym.

Ale niektórzy proponują iść jeszcze dalej. Swego czasu media donosiły o pomyśle „Komunii” drukowanej (!) w domu. Była do tego dołączona cała „instrukcja obsługi”: „Przed wydrukiem Komunii Świętej upewnij się, że w drukarce masz papier ryżowy (lub podobny, ale nadający się do jedzenia – może być np. papier ziemniaczany). Przed wzięciem Komunii powiedz głośno ‘Amen’. Pamiętaj, że Komunia należy się TYLKO osobie, której grzechy odpuszczono! Nie wolno drukować Komunii dla osób trzecich. Po wydruku Krążek Komunii oczywiście wytnij”.

Jakim słowem to skomentować? Chore? Bluźniercze? Głupie? Wszystko to mało. Oczywiście, co innego teologiczne koncepcje do rzeczowej weryfikacji, co innego – wygłup internauty. Coś jest jednak na rzeczy. Nie byłoby wygłupu internauty, gdyby nie przesuwanie granic przez teologów i duszpasterzy. Jedno bazuje (żeruje?) na drugim. Przecenienie środków technicznych, w tym także mediów, może prowadzić do fałszywego przekonania, że telewizor nie jest jedynie (kiepskim) narzędziem w procesie zbawienia, a wręcz jego źródłem. Przypomnę raz jeszcze zdarzenie, o którym opowiadali mi klerycy. Pewna chora prosiła, by nie przynosić jej Komunii w niedzielę, bo to jej przeszkadza w oglądaniu Mszy w telewizji… Komentarz zbędny.