Właśnie oglądnąłem „Hadewijch” Bruno Dumonta. Rzecz smutna. O tym, jak łatwo pomylić wiarę z religijnymi fantazmatami. O religijnej radykalizacji, która pomieszana z polityką prowadzi do podkładania bomb. Słowem – o karykaturze wiary, i to nie tylko chrześcijańskiej.

Céline poznajemy jako postulantkę w klasztorze. „Jesteś karykaturą zakonnicy” – słyszy Céline, która wbrew zaleceniom przełożonych nadmiernie pości i umartwia się. „Dieu n’est pas là” – mówi przełożona – „Boga w tym nie ma”. A co jest? Egoizm, pycha, przekonanie o wybraństwie, bez mała chęć równania się z Bogiem. Bohaterka wciąż mówi o miłości: o swojej miłości do Jezusa i o braku Jego miłości, o Jego nieobecności.

Skąd bierze się taka – wręcz neurotyczna – potrzeba Boga? Odpowiedź wydać się może nazbyt freudowska, ale taką właśnie podpowiada reżyser: z braku doświadczenia miłości. Poznajemy dom Céline – apartament na wyspie św. Ludwika w Paryżu. Ze ścian kilkunastu pokojów kapie złotem. W tej złotej klatce – samotna matka, bo ojciec minister wciąż nieobecny. „Brakuje ci miłości czy co?” – pyta bohaterkę Yassine, arabski muzułmanin z paryskiego przedmieścia. Wszystko wskazuje na to, że tak. Ale Céline odrzuca możliwość jakiejkolwiek ludzkiej miłości, a już na pewno miłości mężczyzny. „Nie potrzebuję mężczyzny, tylko Boga” – deklaruje bohaterka.

Spirala się nakręca. Céline staje się „uczennicą” radykalnego nauczyciela muzułmańskiego – Nassira. „Trzeba walczyć przeciwko upokorzeniu”. Céline myli oddanie Bogu z oddaniem się rewolucji. Pod Łukiem Triumfalnym wybucha bomba. Céline wraca do klasztoru. Żadna religia nie daje fizycznego spełnienia. Trzeba więc skończyć z ciałem i z życiem. Staw nieopodal klasztoru ma stać się jej grobem.

I wtedy Bóg się objawia. Jest bowiem ktoś, kto ją śledzi podczas pierwszego i drugiego pobytu w klasztorze. To młody robotnik, recydywista, pracujący przy remoncie klasztoru. To on ją wyciągnie z wody. Stanie się jedyną osobą, którą Céline obejmie, na czyim ciele się oprze. Scena wyciągnięcia dziewczyny z wody narzuca skojarzenia z chrztem, a więc ze zmartwychwstaniem, nowym życiem. Bóg był tam, gdzie Go nie szukała.