Święta Rodzina jest mi bardzo bliska. Zbieram od lat różne jej wizerunki, współzakładałem szkołę im. Świętej Rodziny w Otwocku-Świdrze, wielokrotnie pisałem i mówiłem o moim marzeniu, by uroczystość Świętej Rodziny można było oficjalnie obchodzić w drugim dniu świąt Bożego Narodzenia. Dlatego wolno mi – jak najbardziej obiektywnie, jako współpomysłodawcy i prowadzącemu panel 🙂 – powiedzieć, że katolicko-prawosławna dyskusja o ikonografii Świętej Rodziny, zorganizowana przez Laboratorium WIĘZI i Studium Chrześcijańskiego Wschodu, była bardzo udana.

Pełne erudycji i mądrości były dwa wstępne wystąpienia. Ks. Michał Janocha pięknie mówił o zachodniej tradycji ikonografii Świętej Rodziny, pokazując m.in. stopniowe pojawianie się i rozwój zarówno wizerunków Świętej Rodziny, jak i samego św. Józefa, który długo stał z boku (i dosłownie – na obrazach, i w przenośni – w teologii). Wystąpienie ilustrowane było wieloma reprodukcjami, słuchacze mogli zatem odbyć wspaniałą podróż przez dzieje sztuki kościelnej.

Dr Irina Tatarowa przekonująco ukazywała przyczyny, dla których w prawosławiu nie pojawiła się ikona Świętej Rodziny. Chodzi głównie o troskę o to, aby nie sprowadzić niezwykłej Rodziny z Nazaretu do rzędu zwykłej rodziny ludzkiej. Boże Narodzenie nie może być po prostu świętem rodzinnym, idyllą – nie rodzi się przecież zwykłe dziecko, lecz Syn Boży! Dlatego na ikonach mały Jezus często leży nie w żłobie, lecz w trumnie, co symbolizować ma Jego zbawczą śmierć, która jest powodem Wcielenia.

Długo dyskutowaliśmy potem o współczesnych poszukiwaniach ikonografii Świętej Rodziny. Do historyków sztuki dołączyli malarze ikon – Michał Płoski i Mateusz Środoń. Często mają oni do czynienia z zapotrzebowaniem katolików na ciepły i pełny czułości wizerunek Świętej Rodziny, taki jak ten (występuje on w wielu wersjach kolorystycznych).

Ikona

Taka prezentacja jest jednak niezgodna z prawosławnymi regułami ikonograficznymi. Skoro Józef nie jest ojcem Jezusa, to nie powinien na ikonie czułym gestem przytulać Maryi. To może bowiem sugerować ich bliskość cielesną. Malarze ikon zgodnie uważają, że skoro ten obraz nawiązuje stylistycznie do tradycji wschodniej, to nie powinien łamać jej zasad.

Mateusz Środoń sugeruje zatem, że najlepszą formą ikonograficzną – zakorzenioną w tradycji, jak i otwartą na potrzeby współczesnej duchowości małżeńskiej – jest wizerunek Świętej Rodziny podczas ucieczki do Egiptu.

Michał Płoski najbardziej woli zaś malować inną ikonę Świętej Rodziny, nawiązującą do sceny ofiarowania Jezusa w świątyni jerozolimskiej, tyle że bez Symeona i Anny:

Ikona

Dlaczego? Nie mogę się rozpisywać, bo czasu za mało, żeby napisać więcej. Lepiej zatem krótko niż wcale…

O ikonografii Świętej Rodziny Michał Płoski pisał w WIĘZI 1998 nr 5. Sam zaś napisałem duuużo więcej o duchowości i świętości małżeńskiej (m.in. także o rozwoju kultu Świętej Rodziny) w książce „Parami do nieba”, której drugie, rozszerzone wydanie właśnie się pojawiło. Zapraszam do naszej księgarni.